Zgaszono światło,
Słońce mizernie zaszło.
Sen koszmarem się staje,
W ten pytanie sobie zadaję…
Światło zginęło gdzieś za księżycem,
Gdy ten w pełni tarczą ćmił,
Krzyk głucho się rozchodził bólem…
Ten ongiś cały świat tłumił.
Padłem na kolana po wielokroć,
Mątwy wyraz twarzy ilekroć.
Kamienna tablica płacze ogniem,
A ja jasności nie pamiętam !
Czarne skrzydła mię wysoko wyniosły,
W diabelne pakty wdał się człek.
Nienawistne pnącza w środku wyrosły.
Owiły mój umysł na cały wiek.
Zimno już się zrobiło.
Ta kraina… coś się o uszy obiło.
Tak ponuro i czarno,
Cóż za niefart, marno, marno… !
Sens traci znaczenie,
Gdy czyta się myśli szaleńca.
A jednak chwyta to moje uwielbienie,
Bom szaleniec, poetyckiego języka władca…
Rusza Cię to ?
Zastanów się po wielokroć,
Sensu tu nie znajdziesz, szlag by to !
Do samozniszczenia mnie nie korć…
Jakub Pojawa

Najnowsze komentarze